środa, 6 sierpnia 2014

Prolog

- Summer!- usłyszałam ich krzyk kilka metrów przed sobą. 

Mięśnie moich nóg napięły się jeszcze bardziej.

-Summer! Uciekaj!

Rzuciłam się biegiem po kręconych schodach czując już zawroty głowy, nie wspominając o zmęczeniu. Czułam się jak na biegu na 100 metrów. Odruchy wymiotne szły za mną falami. Podobnie jak napakowani mężczyźni. Zeskoczyłam z ostatniego schodka. Jeszcze tylko drzwi. Musiałam cierpieć za coś, co było winą mojego ojca. Zawsze lubił zadawać się z nieodpowiednimi ludźmi, zawsze lubił się zakładać o najmniej znaczące gówna, zawsze lubił te zakłady wygrywać. Tylko jego szczęście w końcu zaczęło znikać. I pojawiły się długi, które miałyśmy spłacać razem z moją mamą po jego śmierci. Nie, nie te zwykłe długi. Długi u facetów, którzy byli najgorszymi ludźmi w okolicy.

-Dorwiemy Cię ty mała suko! Już niedługo!- usłyszałam groźbę jednego z nich, gdy już nie mieli sił, aby dalej mnie gonić.

Wiedziałam co się stanie. Będą czekali przed tym przeklętym domem, pewni, że wrócę. A kiedy tylko wrócę, oni będą chcieli mnie wykorzystać, zabić, a na koniec okraść z należytych im pieniędzy. Dlatego postanowiłam nie wracać tak długo, aż będę pewna, że ich zapał zmalał. Jeśli on zmaleje kiedykolwiek.

Wciąż biegłam przed siebie. Dyszałam ciężko już przy pierwszym zakręcie. A przecież oni za mną nie podążali. Niczym płochliwa sarenka bałam się każdego podmuchu wiatru, który według mnie mógł być krokiem jednego z nich. Nie powinnam się ich tak bać. Powinnam być odważna, podobnie jak mój ojciec.

Jednak nim nie byłam.