wtorek, 14 października 2014

Rozdział 3

Słońce chowało się powoli za horyzontem. Okno było otwarte. Podeszła do niego i je zamknęłam. Jestem szczęśliwa jak nigdy. Może nawet bardziej, niż wtedy, kiedy różowe usta dotykały moich, kiedy zielone oczy...

NIE!

Dlaczego o nim myślę? Dlaczego myślę o tym całym Harry'm Stylesie?

Och, i jeszcze pamiętam jego nazwisko? Jakim cudem? Powinnam go nie pamiętać, ponieważ i tak nie miałam zamiaru się z nim zaprzyjaźniać, rozmawiać i wpadać na jego ciało. Był zwykłym chłopakiem z chamską naturą.

Ale było coś, co sprawiało, że chciałam zadawać sobie pytania na jego temat. Chciałam widzieć jego wredny uśmiech na diabelnie doskonałej twarzy.

Zanim zdążyłam spojrzeć własnym, realnym okiem na to co działo się w realnym świecie, było już całkowicie ciemno. Kraina rozmyśleń odeszła ode mnie. Ubrana jedynie w workowate spodnie, oraz niezbyt wąską koszulkę, wyglądającą, jak te od mężczyzn kładących tynk usiadłam na łóżku patrząc przez okno. Moja żałosna postawa i wygląd nie liczyły się bardzo dla mnie nigdy, a teraz tym bardziej.

Lampy oświetlały ulicę, co dawało mi możliwości sięgnięcia wzrokiem o wiele dalej. Park, który znajduje się niedaleko, był ciemniejszy niż zwykle, wyglądał ponuro. Okropnie. I nawet bałam się na niego spojrzeć.

Czy nie powinnam opuścić tego domu? Ale co zrobię wybiegając na ulicę? Gdzie się podzieję? Byłam pewna, że Niall będzie miał mi to za złe.

Zaryzykuje.

Zagryzłam wargę. Tak, powinnam zaryzykować.

Przyciągnęłam kolana pod brodę, aby chwile później rozprostować nogi i zejść z łóżka. Musiałam wyjść. Zgarnęłam z krzesła sweterek, który naciągnęłam przez głowę na ramiona i wcisnęłam stopy w wygodne trampki. Nie potrzebowałam się stroić, nie chciałam się czesać. Nie było na to czasu.

Wyszłam z domu szybciej, niż podejrzewałam.

-Jasna cholera!- zawołałam z rozpaczą, gdy deszcz lunął z nieba. Z każdą kolejną sekundą krople spadały coraz szybciej. Szłam bokiem, po chodniku. Nie miałam za dużo szczęścia, ponieważ Eleanor zauważyła, że wyszłam z domu.

-Summer wracaj!- usłyszałam jej krzyk z dala.

Przyśpieszyłam kroku. Słyszałam jak mnie woła ale nie zwracałam na to uwagi. W końcu przestała  i wróciła do środka budynku.

Powstrzymałam kolejne napływy myśli skręcając automatycznie w prawą stronę. Nie miałam pojęcia o tym gdzie szłam , ale szłam. Moje nogi wykonywały cała pracę, nawet nie zastanawiałam się nad niczym innym, jak Niallem i resztą. Co teraz robią? Czy są wściekli na mnie? Czy szukają mnie?

Dziesięć minut później zatrzymałam się przed parkiem. Jak to możliwe, że się tu znalazłam? Weszłam po kamiennym chodniku w głąb parku.

Stanęłam na środku parku próbując znaleźć powód, dla którego przyszłam w to miejsce. To okropne, ciemne miejsce. Jenak powodu nie było, znalazłam się tu, ponieważ tak chciało moje zryte wnętrze. Powinnam zawrócić, wyjść i pójść do domu Nialla.

Światło księżyca wpadało przez nisko umieszczone drzewa, oświetlając ponury park. Przeszłam szybko  dróżką, lecz zatrzymałam się, kiedy zauważyłam cień. Cień człowieka. O mój boże.

Morderca.

Zabójca.

Pedofil.

Gwałciciel.

Duch.

A może moja wyobraźnia?

Cień poruszył się, a ja struchlałam, gdy zauważyłam, że on zbliża się do mnie. Zagryzłam wnętrze policzka i z kompletną paniką odwróciłam się i zaczęłam biec w szaleńczym tempie. Gdzie to wyjście? Przez strach płynący teraz wraz z krwią ominęłam wyjście z parku. Do cholery! Nie odwracałam się nawet do tyłu, myślałam, że zwariuję ze strachu. Ta scena była jak z najgorszego horroru.

-No kurwa mać! Summer!-usłyszałam głośne warknięcie, kiedy upadłam na mokrą trawę.

Harry. Ten pieprzony cham. Co robił tutaj o tak późnej godzinie? Gdy go spotkałam, poczułam się bezpieczna.

-Co ty odpierdalasz?- jego głos był jak zwykle szorstki.- Czemu uciekasz z domu? Nie dość, że mieszkasz z nami i nic nie robisz to odwalasz jakieś szopki.-rzucił zanim podszedł do mnie.

Jak on mógł się tak w stosunku do mnie zachowywać? Sama wyniosłabym się z tego domu. Gdyby tylko wiedział, że to nie takie proste, może spojrzałby na to inaczej. Tak czy siak, nie miałam zamiaru mu powiedzieć o niczym.

Harry przyglądał mi się, a ja poczułam wzrastające we mnie napięcie.

-Właśnie o to chodzi Harry.- krzyknęłam.

Nie widziałam jego twarzy zbyt dokładnie, ale światło księżycowe było na tyle silne, abym stwierdziła, że jego oczy wyglądały na całkowicie przepełnione żalem. Przełknęłam ślinę.

- Ja tylko...

Nie zostawiaj mnie samej.

-Ja...

Bo się boję.

-Nie ważne.- wydusiłam.

Harry uśmiechnął się do mnie i usiadł obok mnie na trawie.

- Wiem, co przeżyłaś przez ten rok.- powiedział pochylając głowę.- Boisz się komuś zaufać, ale nie chcesz zostać sama. No cóż, życie daję nam czasami w kość ale staramy się żyć dalej.

-Wyobraź sobie,że wcale się nie boje.- powiedziałam.

-Więc zaufaj mi i reszcie.- jego zielone oczy zaiskrzyły, a ja poczułam jak mój żołądek się skręca w niepewności.


Spojrzałam w jego oczy. Dlaczego oczekiwał ode mnie, że zaufam mu skoro go nie znam?

- To zabawne. Boisz się zaufać.-uśmiech nie znikał z jego twarzy, kiedy słowa wypłynęły z jego ust. Wstał a później odwrócił się i zostawił mnie samą .

-Gdzie idziesz?- krzyknęłam za Harrym.

-A co robi się w nocy? Idę spać.- prychnął nawet się nie odwracając, ale wciąż idąc przed siebie.

-Spać? Do domu?.- zapytałam zanim zdążyłam się powstrzymać.

-Summer, do cholery jasnej, a gdzie?- wydawał się być rozdrażniony w tym momencie.

-Ja.... znaczy... mam tu zostać sama...?- coś sprawiło, że zadrgnęłam na słowo "sama".

-A czy to ja, przepraszam bardzo.- odwrócił się w moją stronę zatrzymując się.- Kazałem Ci tutaj przychodzić? Nawet nie mam pojęcia dlaczego się tu szwendasz!- jego lśniące, zielone oczy zatrzymały się na moich, gdy odwrócił głowę w rozdrażnieniu.

Podobnie jak ja nie wiedziałam jakim cudem on się tu znalazł. Szpiegował mnie? Nie łatwo było określić pierwszeństwo, ponieważ nie miałam szczerze pojęcia, kto znalazł się w tym miejscu pierwszy. Postanowiłam jednak odstawić to na bok. Siedziałam cicho wpatrując się w chłopaka, a on gdy zauważył, że nie wiem co mu odpowiedzieć, po prostu podszedł do mnie.

- Idziesz?- zapytał zachrypniętym głosem i wyciągnął rękę w moją stronę. Kiwnęłam głową i podołam mu moją mała dłoń.  Bałam się ciemności. Moja głowa non stop odwracała się w lewo i w prawo lustrując uważnie i z strachem park. Mój oddech przyśpieszył.

-Summer, spokojnie.- chwycił mnie za nadgarstek i powstrzymał od dalszej drogi.- Przy mnie jesteś bezpieczna.-mruknął.


***


Obudziły mnie promienie słońca muskające mój policzek. Byłam zaplątana w pościel i bardzo niewyspana. Mój organizm jednak przyzwyczaił się do tego że zażywałam małej dawki snu, to było normalne. Tylko tym razem nie wyspałam się najprawdopodobniej przez mój niepokojący, męczący i długi sen.

Zeszłam z łóżka zastanawiając się czy naprawdę zejść na parter domu, ponieważ nie chciałam pytań od reszty i długiego wykładu od Niall'a. Wzięłam prysznic,ubrałam ciemnozielony sweter i opuściła pokój.
Moje dłonie powędrowały do kieszeni spodni i schowały się tam bardzo głęboko.

-...nie wiem co się z nią dzieję.- usłyszałam głos Niall'a dochodzący z kuchni.

Zatrzymałam się.

-Niall ona przeżyła więcej niż my wszyscy. Nie łatwo jest od razu zapomnieć o przeszłości.- Daniellle wydawała się bardzo spokojna.

Rozmawiają o mnie.

-Zachowuję się jak dziecko.- skomentował Niall.

Zmarszczyłam brwi.

Nagle poczułam ciepły oddech i nos na policzku. Zielone jak wiosenne liście oczy wpatrywały się we mnie.

- Co robisz?- szepnął chłopak.

Uciszyłam go i wskazałam palcem na kuchnie.

-Po części popieram Niall'a. Summer powinna skończyć się użalać nad sobą. Powinna znaleźć też pracę a nie siedzi na waszym utrzymaniu- skomentowała Cara.

Była wredna. Cholernie, cholernie wredna.

-Suka.- usłyszałam nad swoją głową mruknięcie Harry'ego.

-Nikt Cie nie pyta o zdanie Cara.- powiedziała Perrie. Te dziewczyny nie przepadają za sobą. Daje się to odczuć.

 Rozmowa w pomieszczeniu została przerwana przez Harry'ego, który wszedł pierwszy do kuchni. Poszłam w jego ślady.

- Summer!- krzyknęła radośnie Cara.

Idiotka.

Zielone oczy uważnie mi się przyglądały.

-Jesteś idiotką czy tylko udajesz?- zapytał z zgrzytem Harry Carę.

-Harry.- ostrzegł Niall.

-Summer wszystko słyszała nie musicie udawać.- powiedział rozdrażniony i kiwnął głową w moim kierunku.

Przez chwilę patrzyłam na wszystkich w kuchni. Lecz mój wzrok zatrzymał się na Harry'm, który opierał się o blat. Jego głowa była delikatnie przekrzywiona świadcząc o zainteresowaniu, jakim darzył moją osobę, a być może znudzeniu. Miał odsłoniętą szyję przez niedopiętą koszulę w kratkę. Włosy były niedbale ułożone i poskręcane po bokach w słodkie loczki. Oczy z kompletną obojętnością wpatrywały się we mnie. Jego usta były starannie wykrojone, równe, różowe i zwilżone wcześniej przez jego język. Miał szeroki nos, którym wcześniej dotykał mojego policzka.

Cholera, przyglądam mu się.

-Pewnie jesteś głodna. Siadaj.- usłyszałam łagodny ton głosu Danielle.

Kiwnęłam nieśmiało głową i usiadłam na wysokim krześle barowym. Moje nogi zwisały, nie dotykając ziemi. Danielle postawiła mi przed nosem kanapki, które zaczęłam powoli jeść.


***


-Mam zamiar poszukać pracy.- mój głos drżał.

-Nie, nie masz. Przyjechałaś tutaj, żeby zacząć nowe życie.- powiedział Niall.

-Chce znaleźć pracę. Nie mogę siedzieć cały czas na waszym utrzymaniu.- warknęłam z irytacją i jednocześnie zażenowaniem.

-Pomogę Ci.- powiedział Harry podkreślając wszystkie słowa. 

-Dziękuję.- powiedziałam bezgłośnie.

Wstałam z kanapy i ruszyłam na korytarz ubrać moje trampki na stopy. Razem z chłopakiem wyszliśmy z budynku. Pozwoliłam, aby dłoń Harry'ego oplotła moją talię. Otwarł przede mną drzwi samochodowe. Wsiadłam posłusznie na siedzenie z przodu, tuż obok miejsca dla kierowcy. Chłopak zamknął za mną drzwi, po czym wsiadł obok mnie i odpalił silnik.

-Dlaczego mi pomagasz?- podniosłam jedną brew.

-Chce, żebyś mi zaufała.- powiedział nieco mrocznym tonem.

-Czemu?- zapytałam.

-Summer, nie zadawaj głupich pytań.-uśmiechnął się krzywo. Skrzywiłam usta.

***


-Summer.- zachrypnięty głos sprawił, że rozbudziłam się z krótkiej drzemki, którą zafundowałam sobie w drodze powrotnej.

 Miałam ochotę nakrzyczeć na Harry'ego za to co zrobił, jednak nie miałam siły. Harry podniósł mnie do góry trzymając jedną rękę na plechach, a drugą w zgięciu kolan. Asekuracyjnie zawinęłam ręce na karku chłopaka, a twarz schowałam w zagłębienie jego szyi. Był silny, a ja ufałam jego sile. Nogą zamknął drzwi od samochodu i ruszył w stronę domu.


-Śpi?- zapytała Danielle, gdy chłopak przekroczył próg domu.

-Tak, pójdę ją zanieść.- powiedział cicho zielonooki.

Czułam jak Harry przemierza schody i kieruję się do pokoju, w którym spałam. Położył mnie na miękkim materacu. Zdjął moje trampki, które rzucił na ziemie i przykrył mnie kołdrą. Złożył mi pocałunek na czole i wyszedł zamykając delikatnie drzwi.

~~~~~~~
Jest i rozdział 3 :) Ta piosenka pomagała mi przy pisaniu tego rozdziału <3


poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 2

Obudziłam się łapiąc haust powietrza. Ciemność wokoło przytłaczała mnie. Jednak czułam się ogrzewana. Ręką zaczęłam dotykać obszaru wokół mnie. Byłam na łóżku. Ale to nie było moje łóżko. Pościel, którą było zasłane moje łóżko, była szorstka i gruba. Ta znów była delikatna, śliska i cienka. Wypuściłam drżący oddech, kiedy usłyszałam skrzypnięcie drzwi kilka metrów przede mną.

-Summer? Wszystko dobrze?- Niall oświecił lampkę, a ja momentalnie odetchnęłam z ulgą. Wsunęłam ręce pod kołdrę, aby pozostawić je w cieple.

-Co ja tu robię?- zapytałam patrząc na niego niespokojnie.

-Wczoraj zasnęłam na kanapie, gdy oglądaliśmy film. Nie mogłem Cię tam zostawić bo byś się nie wyspała, więc zaniosłem Cię tutaj- powiedział wzruszając ramionami.- Już dobrze? Możesz iść spać?- zapytał z troską.

Kiwnęłam powoli głową, chociaż nie byłam co do tego przekonana.

-Zostawić zapalone światło?- Niall zatrzymał dłoń w powietrzu, gdy była w drodze do włącznika lampki.

-Nie, dziękuję.- odmówiłam.

Zgasił lampkę i wyszedł z pomieszczenia. Opadałam plecami na miękki materac i odwróciłam głowę w kierunku okna. Księżyc był w pełni, a ten fakt mnie zadziwiająco zaniepokoił. Tylko nie mogłam zrozumieć czemu. Przecież nigdy nie obchodziły mnie fazy księżyca. Jednak teraz było inaczej. I mogłam przysiąc, że czuje ciepło. Nie, nie ciepło tej kołdry. Ciepło w moim wnętrzu.

Co się ze mną dzieje?

W dodatku ten chłopak. Tęczówki w kolorze mchu pojawiły się w mojej głowie. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy. Poczułam natychmiastową ulgę. Moje palce oplotły róg kołdry i naciągnęły go sobie pod samą szyję. Wtedy po razie pierwszy zaczęłam się interesować Harry'm. Zaczęłam zastanawiać się skąd zna Niall'a, skąd pochodzi. Powinnam przeprowadzać wywiady, zdecydowanie.

Usnęłam w spokoju, pewna tego, że w domu Niall'a jestem bezpieczna. Tu mnie nie mogli znaleźć moi prześladowcy.

Rano zbudziłam się w pełni wyspana i gotowa do kolejnego, długiego dnia. Był czwartek. Wyszłam z łóżka i spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej. Pół godziny po 5 a.m. Wzięłam szybki prysznic. Przez mało przezroczystą tkaninę, która oddzielała mnie od reszty łazienki, wydawało mi się, że widzę jakiś kształt. Czarny, wysoki, i on się rusza. Zaczęłam się bać, ale, kiedy tylko wyjrzałam zza zasłony w panice, tylko po to, aby wybić sobie z głowy moje urojenia- oprócz mnie nie było nikogo innego. Odetchnęłam i szybko dokończyłam spłukiwanie piany z ciała.

Nie śmiało kroczyłam po schodach w dół domu. Mój brzuch dawał o sobie znaki, byłam głodna. Było ledwie piętnaście po 6 a.m, gdy wchodziłam do wnętrza kuchni. Z kuchennego blatu wzięłam jabłko i wyszłam na ogród. Usiadłam na jednym z leżaków, obawiałam się, że przyjaciele Niall'a mnie nie polubią.

Moje serce na chwilę zatrzymało się w niepokoju, gdy zobaczyłam osobę schodzącą  powoli z nadnaturalną nonszalancją po schodach.

Chłopak o szmaragdowych oczach.

Dopiero teraz widziałam go całej okazałości. Ciasna, czarna koszulka opinała jego długi tors. Klatka piersiowa była szeroka i wyglądała na swojego rodzaju symbol bezpieczeństwa. Mięśnie jego ramion były świetnie podkreślone przez tatuaże. Róża ciągnąca się od dolnej części jego ramienia, do górnej przedramienia wyglądała pięknie i od razu wpadła mi w oko. Miał długie nogi, które zdawały się być chudsze niż moje. Zamszowe, czarne buty na jego stopach, pomimo, że powinny nie pasować do jego całego ubioru, zdawały się być bardzo przemyślanym dodatkiem do stroju. Bo mimo wszystko- pasowały. Jego dłonie były głęboko w kieszeni, a oczy z obojętnością patrzyły na korytarz.

Na przedostatnim schodku, nagle tęczówki, które były niesamowitego koloru wbiły się prosto we mnie. Poczułam dreszcz na plecach. Nie uśmiechnął się do mnie, zanim odwrócił wzrok. Nie wiedziałam dlaczego miałby to zrobić, ale chciałam ujrzeć jego uśmiech. On sztywno odwrócił się i poszedł w stronę kuchni.

Muszę przestać o nim myśleć. Przestać go widzieć. Przestać marzyć o jego oczach, które widziałam naprawdę tylko dwa razy.

Chyba działo się ze mną coś złego.

***

Siedziałam na krześle barowym w kuchni i patrzyłam przez okno znudzona. Danielle kręciła się po kuchni. Robiła obiad dla wszystkich. Siedzenie tu było o wiele lepsze od słuchania chłopaków na temat piłki nożnej. Moje oczy spoczęły na jednym chłopaku, które wszedł do kuchni. Cały czas się z czegoś śmiał. Miał krótko obstrzyżone włosy, oraz kilka tatuaży. Cieszyłam się z tego, że mój humor nie dosięga wszystkich wokoło. On był bardzo wesoły.

Ktoś szturchnął mnie łokciem, a ja odwróciłam się, aby napotkać wzrok Eleanor. Dziewczyna podała mi wielkie torby. Zmarszczyłam brwi zaglądając do środka, ujrzałam kolorowy materiał.

-Niall wspominał, że nie wzięłaś za dużo ubrań.- powiedziała śpiewającym głosem.

Siedziałam cicho, zupełnie jakby nie wiedząc, że to dla mnie. Odetchnęłam z ulgą, kiedy dzwonek rozbrzmiał w budynku. Zsunęłam się z krzesła, jednak ktoś mnie zatrzymał.

-Summer- powiedział irytującym głosem Niall.- Weź to, co Ci kupiła Eleanor i zanieś do swojego pokoju.

- Niall nie.- powiedziałam z nerwami.

-Weź to- powiedział surowym tonem chłopak i wpakował mi torby w ręce.

Spojrzałam na Eleanor a ona na mnie. 

-Dziękuję- powiedziałam bezgłośnie i ruszyłam schodami do swojego pokoju. Położyłam torby koło drzwi i położyłam się na łóżku. 

- Summer- usłyszałam wołanie z dołu. Podniosłam się z łóżka i zeszłam po schodach na dół.

- Pomożesz nam sprzątać?- spytał się Niall.

Nie odezwałam się słowem, czekając, aż Horan da mi zadanie. Nie chciałam być bardziej nieposłuszna, ponieważ to dzięki niemu tutaj jestem. Poprowadził mnie do pomieszczenia na końcu korytarza.

Stanęliśmy między regałami książek, a on zaczął mówić mi co mam robić. Nie słuchałam go, bo nie potrafiłam się skupić. Spojrzałam na otwarte okno. Dlaczego one było otwarte? Londyn nie służył dobrą pogodą, nawet jeżeli było słońce, to wcale nie oznaczyło,że jest tak ciepło, aby otwierać okno. Na pewno nie całkowicie. Niall był tak bardzo zajęty tłumaczeniem, więc nie zauważył niczego oczywiście. Temperatura z zewnątrz mieszała się z temperaturą we wnętrzu domu.

-Zostawiam Cię teraz tutaj, mam nadzieję, że sobie poradzisz.- powiedział i to było chyba jedyne zdanie, które usłyszałam.

Chłopak wyszedł, a ja zdałam sobie sprawę, że nie wiem kompletnie po co tu jestem. Mimowolnie podeszłam do okna. Nachyliłam się i spojrzałam przez nie. Biblioteczka znajdowała się na tyłach domu, a z tyłu było widać w oddali las. Duży i ciemny, ale wyglądał ładnie na tle czystego nieba. Poczułam powiew wiatru, który przyniósł do moich nozdrzy nowy zapach. Zapach lasu. 

Zanim ruszyłam sprzątać, zamknęłam za sobą okno, żeby nie wiało. Błądziłam między regałami. Moje oczy lustrowały tytuły książek porozwalanych w jedną kupkę, na każdej desce. Co za nieład.

-Nie miałaś tak czasem pracy do wykonania?- usłyszałam niski, zachrypnięty głos.

Podniosłam wzrok, aby napotkać nim chłopaka o oczach w kolorze mchu. Opierał plecy o jeden z regałów niedaleko mnie. Był odwrócony do mnie bokiem, jedynie twarz zwrócona w moją stronę świadczyła o tym, że zwraca się do mojej osoby. Dlaczego on tutaj był? I dlaczego on w ogóle do mnie mówił?

-Owszem, co ci do tego?- odpowiedziałam odważnie.

-Jesteś niemiła.- uśmiechnął się krzywo.- A ja tylko przypominam.

Miałam ochotę zakopać go tu i teraz. Był zbyt pewny siebie jak na mój gust. Ręce, które miał związane świadczyły o tym, jak bardzo czuł się tu władcą. W dodatku jego kpiący wyraz twarzy, oraz nonszalanckie opieranie się o regał wzmacniały tylko moją świadomość na temat jego samozadowolenia, oraz kontroli. Spojrzałam prosto w jego oczy. Zielone, tajemnicze, wręcz idealne.

-Trudno jest być mniej niemiłym, kiedy się podsłuchuje- rzuciłam ignorując powinność rozważania tych słów.

Harry napiął mięśnie, ale pozostał na swoim miejscu. Jego maskująca emocje twarz wciąż pozostawała w tej samej odsłonie. Ale denerwowało go to. Musiało.

-Oskarżasz mnie?- podniósł brew. Ugh, pieprzony kpiący uśmiech! 

-Cóż, tak.- odpowiedziałam szybko.- Wybacz, Panie Król, ale jak się zdaje, mam robotę- powiedziałam i odwróciłam się na pięcie.

-Panie Król?- zawołał za mną, kiedy się od niego oddalałam z irytującym śmiechem, powiedziałabym, że jest wymuszony.- Nazywasz mnie Pan Król.-by cholernie denerwujący.

Postanowiłam go zignorować. Ten człowiek był irytujący! Zacisnęłam szczękę próbując w ten sposób pohamować rozdrażnienie, nie odwrócić się i nie wygarnąć mu wszystkiego tego, co przychodziło mi na myśl.

-Parszywy idiota.- mruknęłam pod nosem.

- Nazywasz mnie parszywym idiotą?- stanęłam, gdy on nagle pojawił się przede mną.

Zupełnie, jakby się przetransportował. Kilkadziesiąt centymetrów przede mną stał człowiek, który był bardzo, bardzo rozdrażniony. Jego oczy były ciemne i złe. Teraz już nie chował swoich emocji. A ja zadrżałam w popłochu. Czułam zapach papierosów, zamieszanych z cynamonem  i ta mieszanka była zadziwiająco przyjemna. Pachniała naprawdę dobrze, jednak nie mogłam się nią długo rozkoszować.

-Skąd wiesz, że tak twierdzę?- zapytałam próbując udoskonalić swoją maskę zbudowaną z odwagi. Nie mógł wiedzieć, że obawiam się go.

-Właśnie to powiedziałaś- odpowiedział ostro.

Przełknęłam ślinę, kiedy zielone dotychczas oczy spowite ciemną mgła, zaczęły się naprawdę stawiać czarne. Teraz jedynie czekałam na wszystkie kolory tęczy przed moimi oczami. Ale oprócz koloru jego oczu- nie zmieniło się nic więcej. Może tylko to, że moje serce zaczęło walić jak głupie.

-Skąd o tym wiesz? Skąd wiesz o tym, co ja mówię?- zakpiłam próbując nie naciągać tego za bardzo.

-Bo to powiedziałaś?- podniósł brew, podobnie jak ja wcześniej.

-Nie! Do cholery!- obroniłam się.- Wiem co mówię!- to zaczynało mi się naprawdę nie podobać.- Jesteś dziwny.- kontynuowałam nie dopuszczając chłopaka do głosu.- Wiesz jak mam na imię, wiesz rzeczy, których nie powinieneś, a teraz wiesz o czym mówię? To absurd! My się nawet nie znamy! Kim jesteś do cholery, żeby czuć się tu tak pewnie?!

Chłopak poluźnił powoli szczękę, a jego ciało zbliżało się do mnie, co sprawiło, że zabrakło mi oddechu. Postanowiłam się nie dać, tak, jak robię to w nocy, podczas kiedy przyjaciele mojego ojca odwiedzają jego dom szukając tam mnie. Nie mogę być taka.

Kiedy tylko oddech chłopaka musnął moje usta poczułam przyjemne uczucie. Jego ręka powędrowała na regał, na którym aktualnie się opierałam, uniemożliwiając mi ucieczkę w moją prawą stronę. Pochylił się nade mną, tak, że nasze oddechy łączyły się w jeden. Matko boska, on był cholernie przystojny. Dlaczego nie zauważyłam tego wcześniej?

-Wiesz kim jestem?- spytał patrząc prosto w moje oczy, pokręciłam głową starając się nie pokazać, że jestem od niego zależna.- Jestem Harry. Harry Styles. I nie, nie jestem parszywym idiotą.- powiedział niskim głosem.- A tak na przyszłość, uważaj, na to co mówisz.- powiedział po czym odszedł ode mnie.

Drzwi biblioteczki zamknęły się z hukiem. Cholera.



~~~~~~~
Jest kolejny rozdział ;)  Pamiętajcie aby komentować ;*

sobota, 27 września 2014

Rozdział 1

Krople deszczu spływały po mnie, gdy siedziałam na ławce w napotkanym parku. To był kolejny dzień do przeżycia pod presją. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie próbując zignorować uczucie strachu. Muszę uciec z tego miasta, muszę uciec od tych problemów, bo wiem że tutaj nie jestem bezpieczna. Nienawidzę być sama pośród... tego wszystkiego. Szłam bardzo znaną mi drogą, prowadzącą do mojego domu. Gdyby żyła chociaż mama to byłoby łatwiej, lecz wiedziałam, że nie mam już nikogo. Nikogo bliskiego.

Weszłam w głąb budynku. Wszędzie panowała ciemność. Byłam sama. Tylko ja. Summer White, która jedynie szuka spokoju pośród ponurego korytarza. Skierowałam się w stronę mojego pokoju. Byłam zdziwiona, gdy zastałam tam porządek. Szczerze mówiąc, to sądziłam, że będzie tutaj panować bałagan, ale najwyraźniej się myliłam. Mężczyźni nie zajrzeli do mojego pokoju. Miałam szczęście. Nie wzięli moich oszczędności, na które musiałam zapracować w pobliskiej knajpce. Wyjęłam z szafy torbę, spakowałam ulubioną parę jeansów, kremowy sweterek, dokumenty i pieniądze. Na nogi założyłam zniszczone trampki. Podeszłam do okna a ręce położyłam na zimny parapet.

Niektóre rzeczy w moim życiu były codzienne. Na przykład uczucie tego, że ktoś Cię śledzi. I nadal nie wiedziałam czy faktycznie tak jest, czy to tylko bzdury wymyślone przez mój spanikowany umysł. Z mojej komórki uciekło kilka dźwięków sygnalizujących przychodzącą wiadomość. Nacisnęłam na żółtą kopertę.

Gdzie jesteś? Ni. xx

W domu :) S. xx

Chwilę  później sygnał próby nawiązania połączenia rozbrzmiał w cichym pomieszczeniu. Odebrałam szybko z zaniepokojeniem, że ktoś mógł być także w domu. Nie chciałam oberwać.

-Jesteś tam sama?- usłyszałam męski głos, który bardzo dobrze znałam. Od razu poczułam się bezpieczniej. Otucha spłynęła na moje ciało falami.

- Na to wygląda.- próbowałam go uspokoić. Wiedziałam, że się o mnie troszczy, ale czasami było to niepotrzebne.

- Summer sądzę, że najlepiej będzie jeśli przyjedziesz do mnie, do Londynu.- powiedział.

- Niall. Przerabialiśmy już to.- powiedziałam spokojnie.

-Zadzwoń do mnie, gdy będziesz dojeżdżać do Londynu. Przyjadę po ciebie.

Był słodki, jeżeli chodziło o moje bezpieczeństwo. Zawsze tak bardzo się martwił i próbował być przy mnie w każdym momencie. Wiedział o tym, co działo się w domu mojego ojca każdej nocy. Siedziałam skulona przy oknie oczekując ich przyjścia. Nie przychodzili zawsze, jednak robili to wystarczająco często, abym nigdy nie potrafiła zasnąć. Kiedy tylko widziałam kilku mężczyzn otwierających bramę, szybko chowałam się w piwnicy, lub na strychu, lecz ostatnio właśnie tam mnie znaleźli, przez co musiałam uciec całkowicie z domu. Opuszczali mnie szybko, ale przy licznych groźbach, od których czułam, jak zimne prądy przechodzą po moich kościach. Wiedziałam, że mój tata winien im był naprawdę dużą sumę, ponieważ bez powodu nie mogliby mnie dręczyć. Natomiast oni wiedzieli, że ja takowej sumy nie posiadam, ponieważ pracuje w nędznej kawiarni w soboty i niedziele, więc chcieli mieć też coś ze mnie dla siebie.

Nienawidziłam za to mojego ojca, ponieważ to on wprowadził mnie w to piekło. W osobistą górę śmierci.

Wsadziłam komórkę do kieszeni i sprawdziłam czy mam wszystkie potrzebne rzeczy. Ciemność w pomieszczeniu zaczęła coraz bardziej się pojawiać, aż w końcu księżyc był widoczny wysoko na nocnym niebie. Spojrzałam ostatni raz na mój pokój, po czy wolnym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia z domu. 

***

- Mamo... Kocham Cię, dlaczego odeszłaś?- kucnęłam oraz oparłam głowę o tablicę z napisem "Grace White" i mocniej zacisnęłam dłonie.- Dlaczego zostawiłaś mnie samą ze wszystkimi problemami?

Zadawałam pytanie wiedząc, że nie dostanę odpowiedzi chociaż na jedno. Wstałam i odeszłam od nagrobku mamy, kierując się na przystanek autobusowy. Poprawiłam zawieszoną na ramieniu torbę dalej idąc znaną mi drogą.  Podeszłam na skraj chodnika widząc, że podjeżdża autobus, którym dojadę do dworca.

***

Noc w Londynie nie była jakaś nadzwyczajna, lekki wiatr oraz światło księżyca przebijające się przez duże warstwy deszczowych chmur. Z daleka dostrzegłam chłopaka, dawno go nie widziałam. Ale coś mi tu nie pasowało. Obok niego kroczyła blondynka. Ich ręce były splecione. Czyżby Niall miał dziewczynę? Na mojej twarzy wymalowane było zdziwienie.. Przyjaźnimy się od 15 lat a on mi nie powiedział, że ma dziewczynę. Zacisnęłam usta. Para zatrzymała się przede mną a chłopak zamknął mnie w silnych ramionach.

- Cholera, martwiłem się. Dobrze, że jesteś.- przyznał.

- Nie ma o co.-uspokoiłam go.

Przeczesał palcami swoje włosy koloru blond i uśmiechnął się do mnie powoli. Poprawiłam torbę na ramieniu i spojrzałam na dziewczynę. Miała taki łagodny uśmiech. 

-Summer to jest Cara.- chłopak przerwał ciszę wygodną dla mnie, a co innego wyraźniej dla niego.

- Właściwie to dużo o Tobie słyszałam.- uśmiechnęła się dziewczyna i mnie przytuliła. Uśmiechnęłam się lekko.

- Może po prostu pojedziemy już?- zapytałam.- Jestem trochę zmęczona. 

Dziewczyna kiwnęła głową. Szliśmy w ciszy. To było przyjemne. Przyjemne też było mieć przyjaciela, który Ci pomagał w każdej sytuacji. U Nialla zawsze znajdywałam pomoc. Wiedziałam, że gdyby miał dużo pieniędzy, spłaciłby za mnie ten dług, który wyrobił sobie mój ojciec u swoich przyjaciół. Lecz jemu samemu nie było łatwiej. Mieszkał z przyjaciółmi, pracował ciężko, najczęściej dorywczo. Był dobrym człowiekiem i wiedziałam, że życie mu to kiedyś wynagrodzi.

***

Stanęłam w zamrożeniu, gdy ujrzałam kilkanaście metrów przed sobą bogaty, niezbyt szeroki, a za to wysoki dom. To właśnie mój nowy dom. Wzięłam głęboki oddech, ale kiedy miałam zrobić krok w przód... Po prostu nie mogłam. Czułam, że jestem obserwowana przez Nialla i Care. Odwróciłam się.

- Tu jesteś bezpieczna Summer.- powiedział powoli podkreślając każde słowo.- Wszyscy za Tobą czekają.

- Summer jeśli ktoś zrobi Tobie krzywdę, wiesz, że będzie mieć z nami do czynienia.- zapewniła spokojnie Cara.

Jednak czułam w środku strach. Zaczęłam powoli iść po chodniku w kierunku domu. Niall otworzył duże drzwi i wpuścił mnie do środka budynku. Usłyszałam głosy dobiegające z wnętrza domu, ale ucichły, gdy Niall zamknął drzwi. 

-Rozbierz się.- uśmiechnęła się blondynka.

Zdjęłam moje zniszczone trampki, a moja czarna ramoneska znalazła się na wieszaku. Zostałam popchnięta przez Nialla w głąb domu. Znalazłam się w salonie, w którym siedziała dość spora grupka. Wszystkich oczy skierowane były na mnie. Spuściłam głowę, w tym momencie moje ręce wydawały się ciekawsze. W pomieszczeniu panowała cisza.

- Cześć- podeszłam do mnie wysoka brunetka o czekoladowych oczach.- Jestem Danielle.


środa, 6 sierpnia 2014

Prolog

- Summer!- usłyszałam ich krzyk kilka metrów przed sobą. 

Mięśnie moich nóg napięły się jeszcze bardziej.

-Summer! Uciekaj!

Rzuciłam się biegiem po kręconych schodach czując już zawroty głowy, nie wspominając o zmęczeniu. Czułam się jak na biegu na 100 metrów. Odruchy wymiotne szły za mną falami. Podobnie jak napakowani mężczyźni. Zeskoczyłam z ostatniego schodka. Jeszcze tylko drzwi. Musiałam cierpieć za coś, co było winą mojego ojca. Zawsze lubił zadawać się z nieodpowiednimi ludźmi, zawsze lubił się zakładać o najmniej znaczące gówna, zawsze lubił te zakłady wygrywać. Tylko jego szczęście w końcu zaczęło znikać. I pojawiły się długi, które miałyśmy spłacać razem z moją mamą po jego śmierci. Nie, nie te zwykłe długi. Długi u facetów, którzy byli najgorszymi ludźmi w okolicy.

-Dorwiemy Cię ty mała suko! Już niedługo!- usłyszałam groźbę jednego z nich, gdy już nie mieli sił, aby dalej mnie gonić.

Wiedziałam co się stanie. Będą czekali przed tym przeklętym domem, pewni, że wrócę. A kiedy tylko wrócę, oni będą chcieli mnie wykorzystać, zabić, a na koniec okraść z należytych im pieniędzy. Dlatego postanowiłam nie wracać tak długo, aż będę pewna, że ich zapał zmalał. Jeśli on zmaleje kiedykolwiek.

Wciąż biegłam przed siebie. Dyszałam ciężko już przy pierwszym zakręcie. A przecież oni za mną nie podążali. Niczym płochliwa sarenka bałam się każdego podmuchu wiatru, który według mnie mógł być krokiem jednego z nich. Nie powinnam się ich tak bać. Powinnam być odważna, podobnie jak mój ojciec.

Jednak nim nie byłam.