poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 2

Obudziłam się łapiąc haust powietrza. Ciemność wokoło przytłaczała mnie. Jednak czułam się ogrzewana. Ręką zaczęłam dotykać obszaru wokół mnie. Byłam na łóżku. Ale to nie było moje łóżko. Pościel, którą było zasłane moje łóżko, była szorstka i gruba. Ta znów była delikatna, śliska i cienka. Wypuściłam drżący oddech, kiedy usłyszałam skrzypnięcie drzwi kilka metrów przede mną.

-Summer? Wszystko dobrze?- Niall oświecił lampkę, a ja momentalnie odetchnęłam z ulgą. Wsunęłam ręce pod kołdrę, aby pozostawić je w cieple.

-Co ja tu robię?- zapytałam patrząc na niego niespokojnie.

-Wczoraj zasnęłam na kanapie, gdy oglądaliśmy film. Nie mogłem Cię tam zostawić bo byś się nie wyspała, więc zaniosłem Cię tutaj- powiedział wzruszając ramionami.- Już dobrze? Możesz iść spać?- zapytał z troską.

Kiwnęłam powoli głową, chociaż nie byłam co do tego przekonana.

-Zostawić zapalone światło?- Niall zatrzymał dłoń w powietrzu, gdy była w drodze do włącznika lampki.

-Nie, dziękuję.- odmówiłam.

Zgasił lampkę i wyszedł z pomieszczenia. Opadałam plecami na miękki materac i odwróciłam głowę w kierunku okna. Księżyc był w pełni, a ten fakt mnie zadziwiająco zaniepokoił. Tylko nie mogłam zrozumieć czemu. Przecież nigdy nie obchodziły mnie fazy księżyca. Jednak teraz było inaczej. I mogłam przysiąc, że czuje ciepło. Nie, nie ciepło tej kołdry. Ciepło w moim wnętrzu.

Co się ze mną dzieje?

W dodatku ten chłopak. Tęczówki w kolorze mchu pojawiły się w mojej głowie. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy. Poczułam natychmiastową ulgę. Moje palce oplotły róg kołdry i naciągnęły go sobie pod samą szyję. Wtedy po razie pierwszy zaczęłam się interesować Harry'm. Zaczęłam zastanawiać się skąd zna Niall'a, skąd pochodzi. Powinnam przeprowadzać wywiady, zdecydowanie.

Usnęłam w spokoju, pewna tego, że w domu Niall'a jestem bezpieczna. Tu mnie nie mogli znaleźć moi prześladowcy.

Rano zbudziłam się w pełni wyspana i gotowa do kolejnego, długiego dnia. Był czwartek. Wyszłam z łóżka i spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej. Pół godziny po 5 a.m. Wzięłam szybki prysznic. Przez mało przezroczystą tkaninę, która oddzielała mnie od reszty łazienki, wydawało mi się, że widzę jakiś kształt. Czarny, wysoki, i on się rusza. Zaczęłam się bać, ale, kiedy tylko wyjrzałam zza zasłony w panice, tylko po to, aby wybić sobie z głowy moje urojenia- oprócz mnie nie było nikogo innego. Odetchnęłam i szybko dokończyłam spłukiwanie piany z ciała.

Nie śmiało kroczyłam po schodach w dół domu. Mój brzuch dawał o sobie znaki, byłam głodna. Było ledwie piętnaście po 6 a.m, gdy wchodziłam do wnętrza kuchni. Z kuchennego blatu wzięłam jabłko i wyszłam na ogród. Usiadłam na jednym z leżaków, obawiałam się, że przyjaciele Niall'a mnie nie polubią.

Moje serce na chwilę zatrzymało się w niepokoju, gdy zobaczyłam osobę schodzącą  powoli z nadnaturalną nonszalancją po schodach.

Chłopak o szmaragdowych oczach.

Dopiero teraz widziałam go całej okazałości. Ciasna, czarna koszulka opinała jego długi tors. Klatka piersiowa była szeroka i wyglądała na swojego rodzaju symbol bezpieczeństwa. Mięśnie jego ramion były świetnie podkreślone przez tatuaże. Róża ciągnąca się od dolnej części jego ramienia, do górnej przedramienia wyglądała pięknie i od razu wpadła mi w oko. Miał długie nogi, które zdawały się być chudsze niż moje. Zamszowe, czarne buty na jego stopach, pomimo, że powinny nie pasować do jego całego ubioru, zdawały się być bardzo przemyślanym dodatkiem do stroju. Bo mimo wszystko- pasowały. Jego dłonie były głęboko w kieszeni, a oczy z obojętnością patrzyły na korytarz.

Na przedostatnim schodku, nagle tęczówki, które były niesamowitego koloru wbiły się prosto we mnie. Poczułam dreszcz na plecach. Nie uśmiechnął się do mnie, zanim odwrócił wzrok. Nie wiedziałam dlaczego miałby to zrobić, ale chciałam ujrzeć jego uśmiech. On sztywno odwrócił się i poszedł w stronę kuchni.

Muszę przestać o nim myśleć. Przestać go widzieć. Przestać marzyć o jego oczach, które widziałam naprawdę tylko dwa razy.

Chyba działo się ze mną coś złego.

***

Siedziałam na krześle barowym w kuchni i patrzyłam przez okno znudzona. Danielle kręciła się po kuchni. Robiła obiad dla wszystkich. Siedzenie tu było o wiele lepsze od słuchania chłopaków na temat piłki nożnej. Moje oczy spoczęły na jednym chłopaku, które wszedł do kuchni. Cały czas się z czegoś śmiał. Miał krótko obstrzyżone włosy, oraz kilka tatuaży. Cieszyłam się z tego, że mój humor nie dosięga wszystkich wokoło. On był bardzo wesoły.

Ktoś szturchnął mnie łokciem, a ja odwróciłam się, aby napotkać wzrok Eleanor. Dziewczyna podała mi wielkie torby. Zmarszczyłam brwi zaglądając do środka, ujrzałam kolorowy materiał.

-Niall wspominał, że nie wzięłaś za dużo ubrań.- powiedziała śpiewającym głosem.

Siedziałam cicho, zupełnie jakby nie wiedząc, że to dla mnie. Odetchnęłam z ulgą, kiedy dzwonek rozbrzmiał w budynku. Zsunęłam się z krzesła, jednak ktoś mnie zatrzymał.

-Summer- powiedział irytującym głosem Niall.- Weź to, co Ci kupiła Eleanor i zanieś do swojego pokoju.

- Niall nie.- powiedziałam z nerwami.

-Weź to- powiedział surowym tonem chłopak i wpakował mi torby w ręce.

Spojrzałam na Eleanor a ona na mnie. 

-Dziękuję- powiedziałam bezgłośnie i ruszyłam schodami do swojego pokoju. Położyłam torby koło drzwi i położyłam się na łóżku. 

- Summer- usłyszałam wołanie z dołu. Podniosłam się z łóżka i zeszłam po schodach na dół.

- Pomożesz nam sprzątać?- spytał się Niall.

Nie odezwałam się słowem, czekając, aż Horan da mi zadanie. Nie chciałam być bardziej nieposłuszna, ponieważ to dzięki niemu tutaj jestem. Poprowadził mnie do pomieszczenia na końcu korytarza.

Stanęliśmy między regałami książek, a on zaczął mówić mi co mam robić. Nie słuchałam go, bo nie potrafiłam się skupić. Spojrzałam na otwarte okno. Dlaczego one było otwarte? Londyn nie służył dobrą pogodą, nawet jeżeli było słońce, to wcale nie oznaczyło,że jest tak ciepło, aby otwierać okno. Na pewno nie całkowicie. Niall był tak bardzo zajęty tłumaczeniem, więc nie zauważył niczego oczywiście. Temperatura z zewnątrz mieszała się z temperaturą we wnętrzu domu.

-Zostawiam Cię teraz tutaj, mam nadzieję, że sobie poradzisz.- powiedział i to było chyba jedyne zdanie, które usłyszałam.

Chłopak wyszedł, a ja zdałam sobie sprawę, że nie wiem kompletnie po co tu jestem. Mimowolnie podeszłam do okna. Nachyliłam się i spojrzałam przez nie. Biblioteczka znajdowała się na tyłach domu, a z tyłu było widać w oddali las. Duży i ciemny, ale wyglądał ładnie na tle czystego nieba. Poczułam powiew wiatru, który przyniósł do moich nozdrzy nowy zapach. Zapach lasu. 

Zanim ruszyłam sprzątać, zamknęłam za sobą okno, żeby nie wiało. Błądziłam między regałami. Moje oczy lustrowały tytuły książek porozwalanych w jedną kupkę, na każdej desce. Co za nieład.

-Nie miałaś tak czasem pracy do wykonania?- usłyszałam niski, zachrypnięty głos.

Podniosłam wzrok, aby napotkać nim chłopaka o oczach w kolorze mchu. Opierał plecy o jeden z regałów niedaleko mnie. Był odwrócony do mnie bokiem, jedynie twarz zwrócona w moją stronę świadczyła o tym, że zwraca się do mojej osoby. Dlaczego on tutaj był? I dlaczego on w ogóle do mnie mówił?

-Owszem, co ci do tego?- odpowiedziałam odważnie.

-Jesteś niemiła.- uśmiechnął się krzywo.- A ja tylko przypominam.

Miałam ochotę zakopać go tu i teraz. Był zbyt pewny siebie jak na mój gust. Ręce, które miał związane świadczyły o tym, jak bardzo czuł się tu władcą. W dodatku jego kpiący wyraz twarzy, oraz nonszalanckie opieranie się o regał wzmacniały tylko moją świadomość na temat jego samozadowolenia, oraz kontroli. Spojrzałam prosto w jego oczy. Zielone, tajemnicze, wręcz idealne.

-Trudno jest być mniej niemiłym, kiedy się podsłuchuje- rzuciłam ignorując powinność rozważania tych słów.

Harry napiął mięśnie, ale pozostał na swoim miejscu. Jego maskująca emocje twarz wciąż pozostawała w tej samej odsłonie. Ale denerwowało go to. Musiało.

-Oskarżasz mnie?- podniósł brew. Ugh, pieprzony kpiący uśmiech! 

-Cóż, tak.- odpowiedziałam szybko.- Wybacz, Panie Król, ale jak się zdaje, mam robotę- powiedziałam i odwróciłam się na pięcie.

-Panie Król?- zawołał za mną, kiedy się od niego oddalałam z irytującym śmiechem, powiedziałabym, że jest wymuszony.- Nazywasz mnie Pan Król.-by cholernie denerwujący.

Postanowiłam go zignorować. Ten człowiek był irytujący! Zacisnęłam szczękę próbując w ten sposób pohamować rozdrażnienie, nie odwrócić się i nie wygarnąć mu wszystkiego tego, co przychodziło mi na myśl.

-Parszywy idiota.- mruknęłam pod nosem.

- Nazywasz mnie parszywym idiotą?- stanęłam, gdy on nagle pojawił się przede mną.

Zupełnie, jakby się przetransportował. Kilkadziesiąt centymetrów przede mną stał człowiek, który był bardzo, bardzo rozdrażniony. Jego oczy były ciemne i złe. Teraz już nie chował swoich emocji. A ja zadrżałam w popłochu. Czułam zapach papierosów, zamieszanych z cynamonem  i ta mieszanka była zadziwiająco przyjemna. Pachniała naprawdę dobrze, jednak nie mogłam się nią długo rozkoszować.

-Skąd wiesz, że tak twierdzę?- zapytałam próbując udoskonalić swoją maskę zbudowaną z odwagi. Nie mógł wiedzieć, że obawiam się go.

-Właśnie to powiedziałaś- odpowiedział ostro.

Przełknęłam ślinę, kiedy zielone dotychczas oczy spowite ciemną mgła, zaczęły się naprawdę stawiać czarne. Teraz jedynie czekałam na wszystkie kolory tęczy przed moimi oczami. Ale oprócz koloru jego oczu- nie zmieniło się nic więcej. Może tylko to, że moje serce zaczęło walić jak głupie.

-Skąd o tym wiesz? Skąd wiesz o tym, co ja mówię?- zakpiłam próbując nie naciągać tego za bardzo.

-Bo to powiedziałaś?- podniósł brew, podobnie jak ja wcześniej.

-Nie! Do cholery!- obroniłam się.- Wiem co mówię!- to zaczynało mi się naprawdę nie podobać.- Jesteś dziwny.- kontynuowałam nie dopuszczając chłopaka do głosu.- Wiesz jak mam na imię, wiesz rzeczy, których nie powinieneś, a teraz wiesz o czym mówię? To absurd! My się nawet nie znamy! Kim jesteś do cholery, żeby czuć się tu tak pewnie?!

Chłopak poluźnił powoli szczękę, a jego ciało zbliżało się do mnie, co sprawiło, że zabrakło mi oddechu. Postanowiłam się nie dać, tak, jak robię to w nocy, podczas kiedy przyjaciele mojego ojca odwiedzają jego dom szukając tam mnie. Nie mogę być taka.

Kiedy tylko oddech chłopaka musnął moje usta poczułam przyjemne uczucie. Jego ręka powędrowała na regał, na którym aktualnie się opierałam, uniemożliwiając mi ucieczkę w moją prawą stronę. Pochylił się nade mną, tak, że nasze oddechy łączyły się w jeden. Matko boska, on był cholernie przystojny. Dlaczego nie zauważyłam tego wcześniej?

-Wiesz kim jestem?- spytał patrząc prosto w moje oczy, pokręciłam głową starając się nie pokazać, że jestem od niego zależna.- Jestem Harry. Harry Styles. I nie, nie jestem parszywym idiotą.- powiedział niskim głosem.- A tak na przyszłość, uważaj, na to co mówisz.- powiedział po czym odszedł ode mnie.

Drzwi biblioteczki zamknęły się z hukiem. Cholera.



~~~~~~~
Jest kolejny rozdział ;)  Pamiętajcie aby komentować ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz