sobota, 27 września 2014

Rozdział 1

Krople deszczu spływały po mnie, gdy siedziałam na ławce w napotkanym parku. To był kolejny dzień do przeżycia pod presją. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie próbując zignorować uczucie strachu. Muszę uciec z tego miasta, muszę uciec od tych problemów, bo wiem że tutaj nie jestem bezpieczna. Nienawidzę być sama pośród... tego wszystkiego. Szłam bardzo znaną mi drogą, prowadzącą do mojego domu. Gdyby żyła chociaż mama to byłoby łatwiej, lecz wiedziałam, że nie mam już nikogo. Nikogo bliskiego.

Weszłam w głąb budynku. Wszędzie panowała ciemność. Byłam sama. Tylko ja. Summer White, która jedynie szuka spokoju pośród ponurego korytarza. Skierowałam się w stronę mojego pokoju. Byłam zdziwiona, gdy zastałam tam porządek. Szczerze mówiąc, to sądziłam, że będzie tutaj panować bałagan, ale najwyraźniej się myliłam. Mężczyźni nie zajrzeli do mojego pokoju. Miałam szczęście. Nie wzięli moich oszczędności, na które musiałam zapracować w pobliskiej knajpce. Wyjęłam z szafy torbę, spakowałam ulubioną parę jeansów, kremowy sweterek, dokumenty i pieniądze. Na nogi założyłam zniszczone trampki. Podeszłam do okna a ręce położyłam na zimny parapet.

Niektóre rzeczy w moim życiu były codzienne. Na przykład uczucie tego, że ktoś Cię śledzi. I nadal nie wiedziałam czy faktycznie tak jest, czy to tylko bzdury wymyślone przez mój spanikowany umysł. Z mojej komórki uciekło kilka dźwięków sygnalizujących przychodzącą wiadomość. Nacisnęłam na żółtą kopertę.

Gdzie jesteś? Ni. xx

W domu :) S. xx

Chwilę  później sygnał próby nawiązania połączenia rozbrzmiał w cichym pomieszczeniu. Odebrałam szybko z zaniepokojeniem, że ktoś mógł być także w domu. Nie chciałam oberwać.

-Jesteś tam sama?- usłyszałam męski głos, który bardzo dobrze znałam. Od razu poczułam się bezpieczniej. Otucha spłynęła na moje ciało falami.

- Na to wygląda.- próbowałam go uspokoić. Wiedziałam, że się o mnie troszczy, ale czasami było to niepotrzebne.

- Summer sądzę, że najlepiej będzie jeśli przyjedziesz do mnie, do Londynu.- powiedział.

- Niall. Przerabialiśmy już to.- powiedziałam spokojnie.

-Zadzwoń do mnie, gdy będziesz dojeżdżać do Londynu. Przyjadę po ciebie.

Był słodki, jeżeli chodziło o moje bezpieczeństwo. Zawsze tak bardzo się martwił i próbował być przy mnie w każdym momencie. Wiedział o tym, co działo się w domu mojego ojca każdej nocy. Siedziałam skulona przy oknie oczekując ich przyjścia. Nie przychodzili zawsze, jednak robili to wystarczająco często, abym nigdy nie potrafiła zasnąć. Kiedy tylko widziałam kilku mężczyzn otwierających bramę, szybko chowałam się w piwnicy, lub na strychu, lecz ostatnio właśnie tam mnie znaleźli, przez co musiałam uciec całkowicie z domu. Opuszczali mnie szybko, ale przy licznych groźbach, od których czułam, jak zimne prądy przechodzą po moich kościach. Wiedziałam, że mój tata winien im był naprawdę dużą sumę, ponieważ bez powodu nie mogliby mnie dręczyć. Natomiast oni wiedzieli, że ja takowej sumy nie posiadam, ponieważ pracuje w nędznej kawiarni w soboty i niedziele, więc chcieli mieć też coś ze mnie dla siebie.

Nienawidziłam za to mojego ojca, ponieważ to on wprowadził mnie w to piekło. W osobistą górę śmierci.

Wsadziłam komórkę do kieszeni i sprawdziłam czy mam wszystkie potrzebne rzeczy. Ciemność w pomieszczeniu zaczęła coraz bardziej się pojawiać, aż w końcu księżyc był widoczny wysoko na nocnym niebie. Spojrzałam ostatni raz na mój pokój, po czy wolnym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia z domu. 

***

- Mamo... Kocham Cię, dlaczego odeszłaś?- kucnęłam oraz oparłam głowę o tablicę z napisem "Grace White" i mocniej zacisnęłam dłonie.- Dlaczego zostawiłaś mnie samą ze wszystkimi problemami?

Zadawałam pytanie wiedząc, że nie dostanę odpowiedzi chociaż na jedno. Wstałam i odeszłam od nagrobku mamy, kierując się na przystanek autobusowy. Poprawiłam zawieszoną na ramieniu torbę dalej idąc znaną mi drogą.  Podeszłam na skraj chodnika widząc, że podjeżdża autobus, którym dojadę do dworca.

***

Noc w Londynie nie była jakaś nadzwyczajna, lekki wiatr oraz światło księżyca przebijające się przez duże warstwy deszczowych chmur. Z daleka dostrzegłam chłopaka, dawno go nie widziałam. Ale coś mi tu nie pasowało. Obok niego kroczyła blondynka. Ich ręce były splecione. Czyżby Niall miał dziewczynę? Na mojej twarzy wymalowane było zdziwienie.. Przyjaźnimy się od 15 lat a on mi nie powiedział, że ma dziewczynę. Zacisnęłam usta. Para zatrzymała się przede mną a chłopak zamknął mnie w silnych ramionach.

- Cholera, martwiłem się. Dobrze, że jesteś.- przyznał.

- Nie ma o co.-uspokoiłam go.

Przeczesał palcami swoje włosy koloru blond i uśmiechnął się do mnie powoli. Poprawiłam torbę na ramieniu i spojrzałam na dziewczynę. Miała taki łagodny uśmiech. 

-Summer to jest Cara.- chłopak przerwał ciszę wygodną dla mnie, a co innego wyraźniej dla niego.

- Właściwie to dużo o Tobie słyszałam.- uśmiechnęła się dziewczyna i mnie przytuliła. Uśmiechnęłam się lekko.

- Może po prostu pojedziemy już?- zapytałam.- Jestem trochę zmęczona. 

Dziewczyna kiwnęła głową. Szliśmy w ciszy. To było przyjemne. Przyjemne też było mieć przyjaciela, który Ci pomagał w każdej sytuacji. U Nialla zawsze znajdywałam pomoc. Wiedziałam, że gdyby miał dużo pieniędzy, spłaciłby za mnie ten dług, który wyrobił sobie mój ojciec u swoich przyjaciół. Lecz jemu samemu nie było łatwiej. Mieszkał z przyjaciółmi, pracował ciężko, najczęściej dorywczo. Był dobrym człowiekiem i wiedziałam, że życie mu to kiedyś wynagrodzi.

***

Stanęłam w zamrożeniu, gdy ujrzałam kilkanaście metrów przed sobą bogaty, niezbyt szeroki, a za to wysoki dom. To właśnie mój nowy dom. Wzięłam głęboki oddech, ale kiedy miałam zrobić krok w przód... Po prostu nie mogłam. Czułam, że jestem obserwowana przez Nialla i Care. Odwróciłam się.

- Tu jesteś bezpieczna Summer.- powiedział powoli podkreślając każde słowo.- Wszyscy za Tobą czekają.

- Summer jeśli ktoś zrobi Tobie krzywdę, wiesz, że będzie mieć z nami do czynienia.- zapewniła spokojnie Cara.

Jednak czułam w środku strach. Zaczęłam powoli iść po chodniku w kierunku domu. Niall otworzył duże drzwi i wpuścił mnie do środka budynku. Usłyszałam głosy dobiegające z wnętrza domu, ale ucichły, gdy Niall zamknął drzwi. 

-Rozbierz się.- uśmiechnęła się blondynka.

Zdjęłam moje zniszczone trampki, a moja czarna ramoneska znalazła się na wieszaku. Zostałam popchnięta przez Nialla w głąb domu. Znalazłam się w salonie, w którym siedziała dość spora grupka. Wszystkich oczy skierowane były na mnie. Spuściłam głowę, w tym momencie moje ręce wydawały się ciekawsze. W pomieszczeniu panowała cisza.

- Cześć- podeszłam do mnie wysoka brunetka o czekoladowych oczach.- Jestem Danielle.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz